To jedno z najczęściej powtarzanych zdań o śnie: kiedyś spaliśmy osiem godzin, dziś ledwie sześć. Brzmi wiarygodnie i pasuje do intuicji o zabieganym świecie — ale kiedy sięgnąć do pomiarów, obraz się rozsypuje.
Przegląd 168 badań opublikowanych w latach 1960–2013, obejmujący 6052 osoby i wyłącznie pomiary obiektywne, nie wykazał istotnego związku między rokiem badania a długością snu. Innymi słowy: laboratoryjnie mierzony sen dorosłych nie skrócił się przez pół wieku.
Skąd więc powszechne przekonanie o przeciwnym? Z trzech źródeł: z ankiet, w których ludzie zaniżają swój sen, gdy czują się niewyspani; z mylenia czasu spędzonego w łóżku z czasem przespanym; oraz z tego, że alarmująca teza rozchodzi się w mediach lepiej niż nudne „bez zmian”.
Dlaczego o tym piszemy? Bo wcześniej sami mieliśmy na tej stronie wykres pokazujący spadek z 7,8 do 6,5 godziny na przestrzeni 40 lat. Nie potrafiliśmy wskazać badania, z którego pochodzi, a jego wymowa była sprzeczna z powyższym przeglądem — więc wykres usunęliśmy. Odnotowujemy to tutaj, zamiast po cichu podmienić stronę.
Wniosek praktyczny jest inny, niż sugeruje mit: problemem nie jest to, że ludzkość śpi coraz krócej, tylko że konkretna osoba może spać za krótko lub nieregularnie względem własnego zapotrzebowania. Właśnie dlatego bardziej niż statystyki populacyjne przydaje się stały rytm dobowy i uczciwa obserwacja własnego samopoczucia w ciągu dnia.